niedziela, 11 października 2015

- 14 - Umowa wolności -

Wystarczyły zaledwie trzy krótkie chwile. Pierwsza. Usłyszałem swoje nazwisko wypowiedziane z jak największą odrazą, zupełnie jakbym był nic nie wartym człowiekiem. Druga. Gdy zobaczyłem znowu tę niepożądaną twarz i poczułem jak przez moje ciało przechodzi wewnętrzny prąd paraliżujące moje ciało. Trzecia. Spod czarnego płaszcza delikatnie wynurzała się spluwa skierowana w moim kierunku i ten jeden szybki wybór życia lub śmierci. Chciałem żyć, więc musiałem z nim iść. Prowadzony jednak siłą, zastanawiałem się jaki spotka mnie los. Czy jeszcze spotkam Spencer? Czy może wywiezie mnie, aby mnie zabić? Byłem prawie pewny swego, a wtedy nastąpiła ciemność.
Gdy otworzyłem oczy, nie mogłem poruszyć swojego ciała. Moje mięśnie były obolałe. Jedyne co pamiętam to wbitą w ciało strzykawkę. Gdy kontakt z rzeczywistością powracał, zaczęły ożywiać się moje zmysły. Czułem metal, zimny metal. Nie widziałem nic prócz szarego światła padającego nie wiadomo skąd. Słyszałem jeszcze kroki, zbliżające się do mnie kroki.
- Budzimy się, budzimy.- powiedział Kingston ocucając mnie lepem w twarz. Nie byłem jakąś kurwą żeby móc się tak traktować, ale nie miałem nawet siły żeby zareagować.- Jak samopoczucie?
- O to samo mógłbym zapytać ciebie...
- A niby czemu?
- Bo Spencer nie chce cię znać.- wyszeptałem, a po tych słowach zamilknął. Wolałem stopniować swoje zaczepki. Życie mi miłe, serio. A gdyby się dowiedział, że ja i ona... od razu dostałbym kulkę w łeb, a tak mogę jakoś odwlec to w czasie.

wtorek, 22 września 2015

- 13 - Czemu wszyscy milczeli? -

Naprawdę nie miałem ochoty znów się tam wybierać. Nie chodziło o przekroczenie dystansu samochodem. Miałem już po prostu dość tego całego niszowego towarzystwa. Już dawno powinienem powiedzieć do widzenia! Przez nich wszystko się popieprzyło. Zrujnowałem swoje życie, swoje szanse. Znów będę musiał spojrzeć w oczy zadufanego w sobie Joe'a, prawej ręki Szefa. Wkurwia mnie ten człowiek. Mam na niego osobną alergię. Czasami mam ochotę zajebać mu kulkę w czoło i wrócić spokojnie do domu. Philadelfia była równie szara, taką jaką ją ostatnio zastałem. Bez zmian. Melancholijny klimat tego miejsca przytłaczał mnie jeszcze bardziej. A najbardziej przytłaczał moje myśli ten wypadek. Te pływające rzeczy po wodzie. Te połamane od samochodu drzewa.
- O, proszę!- Joe zaśmiał się parszywie na mój widok. Musiałem włączyć tryb "Nie zwracaj uwagi na jego zaczepki."- Kto do nas wrócił! Sam Kingston!
- Mam wieści...- burknąłem wsadzając ręce do kieszeni.
- Już wszyscy słyszeliśmy. Media trąbią. Zrobiłeś swoje.- odpowiedział zadowolony.
- Nie mogli tego przeżyć. Zrobiłem co miałem zrobić. 
- Dlatego Szef chce ci dać niespodziankę.- wyciągnął z kieszeni skórzanej kurtki kopertę. Przyjąłem ją bez entuzjazmu.- Nie przeliczysz?
- Zrobię to w domu.- skłamałem.
- Ok, ale reklamacji nie będzie.- wsadził sobie do ust marlboro.- Masz ognia?
- Nie palę.
- Co? Doktorek szerzy zdrowy tryb życia?
- Nie jestem już lekarzem.- odgryzłem się.
- Racja. Akurat tu błędu nie popełniłeś. Chujowy z ciebie lekarz skoro zabijasz ludzi. Trafił ci się kiedyś na stół facet, którego sam postrzeliłeś?
- Nie, bo nie pracowałem w kostnicy, Joe.- spojrzałem na niego jak na debila, ale chyba nie skumał,

czwartek, 10 września 2015

- 12 - Bella -

Caleb nie był aż tak zaskoczony moim przybyciem jak Hanna, ale wystarczyło, aby odebrało mu mowę. Tym razem nie miałam wstydu jak się komukolwiek pokazać. Nie wyglądałam jak jakiś obszarpaniec. Rivers od razu zostawił swoją pracę przed komputerem. Dobrze wiedziałam jak wygląda jego praca, a ta tutaj to tylko bardzo dobra przykrywka. Podniósł się z krzesła obrotowego i podszedł do mnie bacznie przyglądając się mojej twarzy.
- Hej, co ty robisz?- zdziwiłam się. Nie takiego powitania się spodziewałam.
- Ehm, nie nic.- odgarnął włosy i speszony zrobił krok do tyłu.- Cześć, co ty tu robisz?
- Mam sprawę związane z tym... no wiesz.- wymieniliśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami. Caleb przytaknął nie odrywając ode mnie wzroku dopóki Toby nie chrząknął.- A, tak. Caleb, to Toby.
- Pomocnik?- spytał komputerowiec.
- Tak jakby.- po tych słowach Toby znów przegryzł wargę. Tak samo wtedy kiedy powiedziałam Hannie, że jest moim przyjacielem.
- Caleb.- uścisnął mu pewnie rękę.- Jesteś pewna, że można mu ufać?
- Jak nikomu innemu. To o niego tu głównie chodzi. Zresztą opowiem ci wszystko, ale nie tutaj.
- Jasne. Chodźcie do gabinetu.- bez słowa poszliśmy za nim korytarzem. Wpuścił nas do pomieszczenia i zamknął drzwi na zamek. Następnie rozsunął dywan gdzie naszym oczom ukazała się klapa.- Do środka. Spoko, to nie bunkier. Nie zamknę was tam.
- Dokąd prowadzą te podziemne lochy?- spytał Toby kiedy zszedł na dół. Było tu ciasno, ale dość szeroko żeby normalnie tędy przejść.
- Miejsce, o którym zapomnisz kiedy tylko je opuścisz.- odpowiedział poważnie. Na końcu słabo oświetlonego korytarza znajdowały się kolejne drzwi, a przy nim dotykowy panel.- Odwróćcie się na sekundę.- wtedy wpisał szyfr i zamki puściły. Ja już byłam w tym miejscu i to nie raz. To tajna